Kilka dni wczesniej…

Znow rano i mimo wczesnej jak na mnie pory, jestem juz ubrana. Spodnie i koszula jak kazdego dnia, na nogach prawie adidasy, na glowie prawie turban dosuszajacy umyte przed chwila wlosy. Siedze na krawedzi lozka, piszac na kolanach,a na ekranie komputera w jednym oknie obraz z wiadomosci, w drugim itunes, z ktorego na glosniki plynie Code Monkey. Chyba kazdy z nas jest taka malpka, ktorej dni powtarzaja sie nieznosnie jeden za drugim. Stracilam juz dawno temu rachube i zyje od czwartku do czwartku, bo to w pracy jest dzien, ktory sie w jakis sposob wyroznia i daje mi do zrozumienia, ze to juz kolejny tydzien wlasnie mija.
Skonczyl sie wlasnie poranny papieros. Mozna powiedziec,ze to moje sniadanie, ktore choc w lekkim stopniu pozwala sie oduzyc. Pora wstac z lozka, zdjac turban, uruchomic halasliwa suszarke i powtorzyc cala serie czynnosci kazdego dnia. Nienawidze tego, nienawidze swojego zycia.

Share this post: